Kolumny firmy DYNAUDIO

Biorąc pod uwagę te wszystkie lata obcowania z muzyką, poszukiwałem do domu sprzętu audio, który da mi możliwość wglądu we wszystkie dźwiękowe smaczki, a jednocześnie komfort słuchania bardzo różnie – czasami słabo – nagranych płyt. Dzięki mojej audiofilskiej przyjaźni z krakowskim salonem Nautilus, sprawdziłem wiele systemów i konfiguracji, więc może na sam początek kilka słów o głośnikach.

W domu słucham na Dynaudio Special Twenty-Five. To nieprodukowane już monitory, dostępne w limitowanej serii, które udało mi się zdobyć dzięki sprawnej reakcji polskiego dystrybutora marki Dynaudio. Wprawdzie konstrukcja ta jest dwudrożna, tzn. ma tylko jeden głośnik basowo-średniotonowy na kanał, ale spore gabaryty obudowy obiecują wiele – i tak jest w istocie. W średniej wielkości pokoju podstawkowe Special Twenty-Five schodzą z basem bardzo nisko, dzięki czemu mają spory zapas dynamiki, a reszta pasma (czyli średnie i wysokie tony) brzmi bardzo naturalnie, gładko, a jednocześnie przejrzyście. No i ta przestrzeń! Ogrom! To jest właśnie to, o co mi chodziło, bo dzięki temu mogę sprawdzić w domu, jak brzmi płyta nad którą np. właśnie pracuję w studio. Po wielu latach prób i błędów wybrałem brzmienie Dynaudio, gdyż produkują oni także głośniki do studiów nagraniowych, co daje mi stuprocentową pewność, że to co słucham będzie brzmiało tak samo dobrze jak to co nagram.

Wspomniałem, że moje Dynaudio są już wycofane z produkcji. Ale nic straconego – w roku 2017 firma wypuściła na swoje 40-lecie inne, nieco mniejsze, ale równie udane monitory Special Forty. Ich dźwięk ma przepiękną, naturalną barwę, a bas zaskakuje nawet bardziej niż w Special Twenty-Five. Można ich posłuchać w autoryzowanych salonach w Polsce, więc jeśli poszukujecie brzmienia najwyższej klasy, ale nie macie miejsca na wielkie podłogowe kolumny – sprawdźcie koniecznie ten model. Do pokoju o powierzchni 10-25 m kw. trudno będzie znaleźć coś lepszego.